wtorek, 12 marca 2013

Część II. 11. Choć trawi nas depresja, to nie możemy przestać.

LILIANNA:
Czas w pracy niemiłosiernie się dłużył. Jakby wszystko tego dnia było na przekór mnie. Nawet przedmioty, na przykład taki ekspres do kawy. Zepsuł się, gdy tylko się do niego dotknęłam. Zaczęłam nawet się zastanawiać, czy nie mam w sobie jakiegoś daru. Cóż, jeden mam na pewno, potrafię idealnie psuć sobie życie, to też jakaś umiejętność.
Po południu gości było coraz mnie. Ci, co mieli się u nas zakwaterować już to zrobili, a ci, którzy mieli się wykwaterować, też już się wykwaterowali. Teraz miałam już w sumie wolne, ale musiałam jak ta idiotka oczywiście siedzieć tu do osiemnastej, zupełnie niepotrzebnie. Na domiar złego, recepcjonistka, którą nie dawno tu zatrudniono, nieźle działała mi na nerwy. Niech se tu będzie, czemu nie, ale to przecież za mało. Buzia jej się po prostu nie zamyka. Gada jak najęta, jakby ją ktoś nakręcił. Żeby jeszcze mówiła z sensem i coś ciekawego, może mogłabym z nią porozmawiać. A raczej tylko przytakiwać, bo taki typ nie da dojść ci do słowa.
Przewróciłam oczami, gdy po raz setny raz skrytykowała mój makijaż. Co było na tyle dziwne, bo dziś wcale go nie miałam.
Podniosłam się z bujanego fotelu, gdy zobaczyłam w oddali idącą w naszą stronę parę. Przygotowałam wszystko na wszelki wypadek, aby móc zakwaterować nowych gości, gdy w tym czasie oni doszli już do recepcji. Zaczęłam szukać czegoś w komputerze, mając nadzieję, że Emily, bo tak miałam na imię, zajmie się nimi. Przeliczyłam się. Dziewczyna nadal nawijała o moim wyglądzie, a goście czekali.
Westchnęłam.
Przykleiłam na twarz jeden z tych sztucznych uśmiechów i podniosłam głowę do góry.
Może mogłabym dalej się uśmiechać, jak gdyby nigdy nic. Może mogłabym spokojnie odpowiedzieć 'w czym mogę pomóc?' uprzejmym tonem. Może mogłabym dalej słuchać Emily w między czasie obsługując gościa. Mogłabym, gdyby tym gościem nie był chłopak, który kiedyś zaraził mnie taką dziwną chorobą, z której nie mogę się wyleczyć do tej pory. Mało tego, teraz symulował tą chorobę u boku innej.
- Wiesz, Anna, gdybyś tak sobie zrobiła blond pasemka, a nie końcówki, wyglądałabyś ładnie. Bo teraz to hm... nie jesteś ładna, wiesz? Nie to co ja. Ale ty się nie przejmuj, zabiorę cię do jakiegoś salonu i oni tam z ciebie zrobią królewnę. Królową i tak nie będziesz. Nie, ale serio. Nie mówię, że...
- Lily? - wymamrotał.
- Lily? - powtórzyła jego partnerka. - To ta Lily, twoja koleżanka? - spytała Zayna. Mojego Zayna. - Cześć, Lily. - zwróciła się do mnie podając mi rękę. - Jestem Skylar. - oznajmiła.
Nie interesowało mnie teraz jak ma na imię blondynka, z długimi nogami i poprawianą twarzą za pomocą operacji plastycznych. Nie obchodziło mnie też, co sądziła o mnie Em. Byłam jak wyłączona. Wpatrywałam się w jeden punkt, w jego oczy. Wydawało się, że ta chwila trwa całą wieczność, a to było zaledwie kilka sekund.
- Cześć. - odpowiedziałam w końcu podając jej rękę.
Chciałam ją zabrać, ale Skylar przytrzymała rękę i uważnie przyjrzała się mojemu pierścionkowi. Nadal nosiłam go na palcu i była to w sumie jedyna biżuteria jaką kiedykolwiek nosiłam, nie licząc bransoletek od Ethana, które spaliłam, gdy dowiedziałam się o jego śmierci. Wracając wspomnieniami do mojego zmarłego chłopaka, poczułam dziwne ukłucie w sercu. Nadal go kochałam, ale nie porównywałam tego do uczucia, którym darzyłam Malika. Pogodziłam się z tym, że go też straciłam, a on teraz stał na przeciw mnie i patrzył tak, jak wtedy, gdy najadłam się LSD 25 i próbowałam zrobić mu krzywdę.
Stał tu, i patrzył na mnie. On, właśnie on. A ja nadal należałam do niego.
- Ładny. - uśmiechnęła się puszczając moją dłoń. - Kiedy ślub? Mam nadzieję, że nas zaprosisz.
Czułam się nieco zakłopotana. Miałam jej powiedzieć, że jestem narzeczoną jej chłopaka, tylko że coś mi wypadło i zniknęłam na jakiś czas? Oczywiście, mogłam tego użyć jako sarkazm, ale Lily, która nie zawahałaby się tak odpowiedzieć, dawno gdzieś umarła, zgubiłam ją po drodze.
- To nie jest pierścionek zaręczynowy. - skłamałam.
- Ej, to ty nie masz na imię Anna? - wrzasnęła Emily, jednak nikt nie zwrócił na nią uwagi. - Całe życie myślałam, że Anna. No na prawdę..
- Zayn, kochanie...
Kolejny sztylet w sercu.
- ...może zaprosimy Liliannę kiedyś na obiad do nas?
I kolejny. Ta dziwka mieszkała w naszym domu. W moim domu. Pewnie jeszcze spała w moim łóżku.
- Co ty na to Lily? - zwróciła się do mnie. - Poznasz Harrego. Cudowne dziecko. - uśmiechnęła się sztucznie. - Matkę ma okropną, z tego co mówił Zayn, jak można zostawić własne dziecko. Tragedia.
Kolejne dwa tysiące osiemset dziewięćdziesiąt pięć sztyletów.
- Ale nie ważne. Wiesz, kilka razy nawet do mnie powiedział MAMO. Myślę, że dam radę zastąpić mu MAMĘ. - uśmiechnęła się.
I kolejne, i kolejne, i kolejne...
Nie było już na więcej miejsca. Zakręciło mi się dziwnie w głowie. Byłam zła, a jednocześnie miałam ochotę się rozpłakać.
- Sky. - odezwał się mój książę. Mój..
- No ale kochanie, przecież chcesz, żeby mały miał matkę. Mogę mu ją zastąpić. - w tej chwili przypominała mi Emily. Gadała jak najęta, a ja miałam ochotę obić jej tą śliczną mordkę. - Ale czekaj, czekaj. - zastanowiła się przez chwilę. - Ta jego matka miałam takie podobne imię do twojego.. - zwróciła się do mnie. - Tylko jak to.. Hm... Wiem! - krzyknęła. - Lila. Miała na imię Lila, prawda, kotku. - zwróciła się do Zayna całując go w policzek. - Okropna baba. - podsumowała.
- Zdecydowanie idiotka. - powiedziałam.
- No widzisz, jak my się rozumiemy. Koniecznie musisz nas odwiedzić.
Zaczęłam sobie wyobrażać jakby miała wyglądać ta wizyta. Miałabym udawać zaskoczoną wystrojem domu, który sama projektowałam. Podziwiać w nim wszystko, co znałam na pamięć. Oglądać swoje rzeczy, jeszcze z mojego starego mieszkania i słuchać, jakie tandetne są, ponieważ należały do niejakiej Lili. Co najlepsze, ta Lila, to niejaka Lily, która właśnie zwiedza swój dom, a do tego jest tą okropną matką, tego słodziaka  z czarnymi lokami. Idealny niedzielny obiadek.
- Mamy rezerwację na nazwisko Horan. - przerwał chłopak.
Horan? Ciekawe kiedy ten blond, wiecznie nienajedzony przystojniak zdążył zrobić tu rezerwacje. Bałam się, kto jeszcze jest w to wszystko wtajemniczony, a kto tak jak ja, nie ma o niczym pojęcia. Przecież to nie był przypadek.
- Jasne. - odpowiedziałam patrząc na niego.
- Ja się tym zajmę, za coś mi tu płacą, nie. A wy se tam gadajcie. - oznajmiła Emily i  po raz pierwszy od początku mojej zmiany zamilkła.
- Dzięki. - rzuciła Sky Emily i znów uśmiechnęła się do mnie. - To kiedy ci pasuje, Lily?
- Co? - oderwałam wzrok od Zayna.
- Ej, on jest mój. - zażartowała obejmując go.
Mylisz się, jest mój.
Uśmiechnęłam się sztucznie, musiałam stwarzać pozory, choć wszystko we mnie protestowało.
- Lily pewnie ma dużo pracy. - odpowiedział Mulat.
- Kochanie, to sprawa między mną a naszą nową koleżanką. Pozwól mi zaprzyjaźnić się z kimś z twoich przyjaciół. Musimy mieć kogo zaprosić na ślub, nie? - zaśmiała się.
Kolejny sztylet. Gdzie do cholery było jeszcze na nie miejsce?!
- Planujecie ślub?
- To kwestia czasu.
- Jasne. - odpowiedziałam dziewczynie.
- To jak z tym obiadem? - ciągnęła.
- Chętnie. - odpowiedziałam.
Emily skończyła i podała MOJEMU Zaynowi kluczki do pokoju.
- To do zobaczenia, Lily! - krzyknęła.

MEGAN:
To wszystko była jak jedna wielka komedia romantyczna z kawałkiem dramatu. Tym dramatem była Lily z Zaynem, Sceny romantyczne były specjalnością Sky, która myślała, że ten Mulat z czekoladowymi oczami ją kocha. Co do komedii, byłam nią ja i Niall. Nikt normalny nie siedzi w krzakach przed hotelem, w którym pracuje przyjaciółka.
- Idioto, posuń się! - szepnęłam do blondyna, który próbował wyrwać mi lornetkę z ręki.
- Ej, ty oglądasz ich przez dziesięć minut, ja nie widziałem nic ani chwili. - udał obrażonego. - Pogodzili się chociaż.
- Tsa. Teraz się całują, a Sky psuje wszystkie komputery ze złości.
- Serio?
- Nie.
Westchnął.
Był tym wszystkim znudzony, podobnie jak ja. Nie wiem nawet po co tu siedzieliśmy, wiedzieliśmy, że nasz plan i tak nie wypali. Tylko się łudziliśmy. Mieliśmy jedynie nadzieję, a nadzieja jest matką głupich. Kto wie, może dlatego od dawna było już z nami coś nie tak.
-  Cause I knew you were trouble when you walked then.. - Niall zaczął śpiewać.
- Debilu, śpiewasz Taylor Swift. - zauważyłam podirytowana.
- Ano. Ej, Megan!
- Czego znowu chcesz?
- Wiesz, że ta Taylor Swift spotyka się z Harrym ponoć?
- Przecież Harry wyjechał do stanów.
- No wyjechał i tam sobie zrobił karierę. I jest sobie z Taylor. Co ty, gazet nie czytasz?
- Zostawił was i robi sobie sam karierę, a ty jeszcze mówisz to, o tak sobie, nie boli cię to?
- A myślisz, że przez kogo sobie wyjechał?
Przewróciłam oczami. Nie obchodziło mnie to. Miałam taką jedną zasadę, której zawsze się trzymałam: nie patrzyłam w przeszłość, nie planowałam przyszłości. A teraźniejszość? Na teraźniejszość to mam wyjebane. Od życia i tak dostanę to, czego się najmniej spodziewam.


Od Autorki:
Siema. Sorry za spóźnienie, tak jakoś wyszło. Nie wiem czy wiecie, ale zbliżam się do końca tego opowiadania. Myślałam o 3 części, ale się w sumie rozmyśliłam. Lepiej chyba mi będzie założyć coś nowego. :)
Pozdrawiam! x

6 komentarzy:

  1. Łoooł. Dwa słowa: doczekałam się! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. jedno wielkie WOW! ty mi tu sie nie rozmyślaj tylko pisz 3 część, musisz to kontynuować nawet jakby miało wyjść zjebanie, nadałaś tej historii niesamowitej magii więc myśle że kazdy chce part 3, czekam na nexta dodaj jak najszybciej

    OdpowiedzUsuń
  3. Weź ja chcę 3 część,
    powalasz mnie na kolana Mistrzu ^^
    naprawdę uwielbiam cię,
    ten blog jest zajebisty *_*
    MEGA OCZOJEBNY <3
    Całujee Lolaa ;*
    I czekam nn :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie!! Nie kończ z Tym nigdy ! Never Never Never. ! JA się zakochałam w tym opowiadaniu , to jest jak narkotyk , szybko uzależnia <3 Nie kończ proszę, to jest zbyt mega żeby tak po prostu puf i znikło . Pisz kolejne rozdziały , tomy , części !:D Zrób z tego książkę , hehe ;D Masz talent dziewczyno ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle czekać ;_;
    Ale doczekałam się :)
    Rozdział dobry, ale za krótki :c
    Boże nie wyobrażam sobie końca tego opowiadania :x
    Zayn i Lily 4ever <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział :)
    Proszę nie kończ tego bloga...
    Napisz następną część, przecież oni muszą być razem <3
    Zily <3

    OdpowiedzUsuń