sobota, 23 lutego 2013

Część II. 10. Może umiem tylko ranić, dławić w sobie smutek.

LILIANNA:
Znów ten sen. Znów tracę kontrolę, paranoja bierze górę. Jeszcze trochę, a wpadnę w jakąś depresję. Gorzej, zachoruje na jakąś chorobę psychiczną. Kto wie, może już mam jakieś zaburzenia emocjonalne. Bo nie jest ze mną w porządku. W sumie nigdy nie było, no ale bez przesady.
Nie wiem jak wytrzymałam tak długo, ale dłużej nie wytrzymam. Muszę coś zrobić, zanim zupełnie oszaleje.
A oszaleje prędzej czy później. Biorąc jednak pod uwagę częstotliwość moich chorych myśli oszaleję szybciej, niż mi się to wydaje.
- Lilianna. - zaczęła.
- Lily, okay? Mów mi Lily. Ile razu kurwa mam cię upominać?
Wzruszyła ramionami.
Spojrzałam na nią przepraszająco. Nie lubiła gdy byłam przy niej 'sobą'. Jasmine należała do osób dobrze wychowanych, a moje zachowanie zupełnie odbiegało od normy.
- Zły dzień? - spytała.
- Złe życie.
Przewróciła oczami. Chciała już coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek do drzwi i była zmuszona opuścić pokój. Nie powiem, nasz gość poszedł mi na rękę. Nie miałam zamiaru słuchać kolejnego kazania o tym, jaka to jestem beznadziejna. Wiedziałam to doskonale.
Jass wyszła a ja wróciłam do oglądania jakiegoś beznadziejnego kryminału. Nigdy nie lubiłam kryminałów i nie wiem czemu go oglądałam. Raczej tylko patrzyłam na aktorów, nie skupiałam się na fabule, bo myślami byłam gdzieś daleko od Londynu. Tam, gdzie wokół są lasy, a gdzieś pośrodku stoi pewien pałacyk. W tym pałacyku mieszka książę ze swoim małym synkiem. Ktoś mógłby spytać: 'a gdzie księżniczka?'. Wtedy odpowiedziałabym: 'a spierdoliła.'
- Lilianna, do ciebie! - wrzasnęła dziewczynka.
- Lily, kurwa, Lily! - syknęłam, tak aby mnie nie usłyszała.
Wstałam leniwie z kanapy i wolno podeszłam do drzwi. Spojrzałam na naszego gościa i zaniemówiłam.
- Lily. - zaczęła z zamiarem dalszej kontynuacji.
Moje spojrzenie najwyraźniej ją sparaliżowało, bo przerwała. A ona nigdy nie przerywała.
- Co do chuja tu robisz? - powiedziałam opanowanym tonem.
Spojrzałam na Jasmine, która patrzyła na nas z lekkim przerażeniem i zdezorientowaniem. Nie lubiłam przy niej przeklinać. I nie wiedziałam też, do czego doprowadzi dzisiejsza sytuacja. Dla jej własnego bezpieczeństwa wyszłam na zewnątrz i zatrzasnęłam drzwi. Popchnęłam lekko Megan tak, aby zeszła ze schodów. Zatrzymała się na ostatnim a ja nadal stałam w miejscu.
- Pytam ponownie. Po chuj tu przyszłaś?
- Lily ja. - zamilkła.
- Przyszłaś ze mną porozmawiać, tak?
Pokiwała niepewnie głową.
- I co, przerosić?
Ponownie pokiwała swoją blond, pustą głową. Nigdy nie miałam jej za głupią blondynkę, ale ostatnie wydarzenia dały mi do myślenia, że oszukiwałam samą siebie.
- Chcesz, żebym ci wybaczyła? - ciągnęłam.
Zachowywała się coraz pewniej i wysiliła się na mało szczery uśmiech.
- Rozmawiać. Przepraszać. Wybaczać. - pokiwałam głową z niedowierzaniem. - Ja pierdole. - zaśmiałam się. - Myślisz, że ci wybaczę i pozwolę na nowo wpierdalać się w swoje życie?! Megan, kurwa, jesteś bezczelna. Nie zepsujesz mi tego, rozumiesz? - zeszłam po schodach i spojrzałam jej w oczy. - To jest kurwa równowaga, jebana kontrola nad życiem. Mam ją i jej nie zjebiesz, bo ci na to nie pozwolę.
Zaśmiała się złośliwie.
- Jakie życie, Lily. Ty nie masz życia. Jesteś pojebana. Nigdy nie będziesz go miała, nigdy nie będziesz szczęśliwa. Nie pierdol mi o równowadze. Widzę, że ledwo trzymasz się na nogach.
Za każde słowo wypowiedziane z jej ust pod moim adresem miała ochotę coś jej zrobić. Bynajmniej tak mi się wydawało. Bo nienawiść w tej chwili była tak ślina, że chyba chciało mi się płakać. Chyba na pewno.
- Ranisz ludzi, Megan. Tylko to potrafisz. - szepnęłam czując jak łza cieknie mi po policzku.
Bezsilna usiadłam na schodku chowając twarz w dłonie. Po chwili blondynka zrobiła to samo siadając obok mnie.
- Wiem Lee-lee.
- Lee-lee? - spojrzałam na nią zapłakanymi oczami.
Uśmiechnęła się i objęła mnie ramieniem. Nie zastanawiając się nad tym, jak na to zareaguje oparła swoją głowę o moją. Może bym zaprotestowała, gdybym jej nie potrzebowała. Tak, brakowało mi tej dziwnej istoty, przez którą miałam same problemy. Bo ją po prostu kochałam.
- Anabel cię tak nazywa. - wzruszyła ramionami. - Wiesz, ona bardziej ciebie traktuje jak matkę. - ponownie wzruszyła ramionami. - Do mnie woła po imieniu. Nie jestem dla niej 'mamą', ona tak tego nie odbiera. Bo zwyczajnie się do tego nie nadaje.
- Wiesz, że muszę przyznać ci rację? - wysiliłam się na uśmiech.
- Spierdalaj. - zażartowała i pocałowała mnie w czoło.
- Kocham cię. Jesteś popierdolona i nie masz żadnych zasad i granic, ale cię kurwa kocham, wiesz?
- Wiem. - odpowiedziała poważnym tonem. - A nie powinnaś.
Pokiwałam głową.
- Myślę, że powinnam odejść, bo to nie w porządku, że coś dla ciebie znaczę. - zaczęła. - Ale jestem egoistką i nie zrobię tego. Bo też cię kocham.
- A kto twierdził: miłości nie ma, robimy melanż? - zaśmiałam się.
- Moja miłość do ciebie to nie tylko 'miłość'. To nie słowo, Lily. To coś siedzi w moim sercu, w mojej głowie. Tego nie można opisać. To więcej niż przyjaźń.
Spojrzałam na nią podejrzliwie. Bałam się, że może zmieniła orientację i zaczęła traktować mnie nieco inaczej. Wyczytała z moich oczu niepokój i wybuchła głośnym śmiechem.
- Pierdol się, nie pociągasz mnie.
Tym razem i ja wybuchłam śmiechem.
- Zawsze, kurwa, nie potrafiłam mówić o uczuciach. - stwierdziła.
- Megan. - zaczęłam. - Ja też nie byłam zawsze fair. Nie zawsze miałam rację. Obie jesteś winne.
Pokiwała głową.
- Zapominamy? - zaproponowała podając mi rękę.
Uśmiechnęłam się i poszłam w jej ślady.
- Zapominamy.
Wstałam z miejsca ciągnąc ją za rękę. Zdezorientowana patrzyła w moją stronę.
- No co? - zaśmiałam się. - Idziemy pić.
- O, nie. Powiedziałam sobie, że nie będę niszczyć ci życia. Wiesz, że jak przestaniesz chodzić do pracy to mogą cię wyrzucić? - zaczęła tłumaczyć, jak gdybym nie wiedziała. Czułam się jak nastolatka, która nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji nieobecności w szkole.
Zaśmiałam się.
- No dobra. Ale potem..
- Potem pijemy. - dokończyła za mnie uśmiechając się.

NIALL:
Zastanawiałem się właściwie co mam mu powiedzieć. 'Cześć, Zayn. Jest taka sprawa, wiesz. Tak się składa, że wiem gdzie jest matka twojego syna. Potłukła ci serce, zjebała sprawę, wiem. Ale może zajrzysz do niej?' Nie, to bez sensu. Musiałem wymyślić coś bardziej przekonującego. Nie będzie łatwo, nikt nie mówił, że będzie. Nie spodziewam się też, że mnie posłucha, ale mógłby czasami. Przecież ja też myślę. Nie tak rozsądnie jak on sam, ale myślę. I przejmuje się. Martwię się naprawdę często. I w sumie tylko dlatego mógłby mnie posłuchać. Bo na przyjaźń nie mogę teraz liczyć, zawiodła mnie.
A wszystko przez Liliannę.
Więc czemu do cholery miałbym jej teraz pomagać? Nie dosłownie, ale przecież jej pomagam. I to jest w chuj nie fair. Bo to ona zjebała. A nie naprawia. Rozjebała życie każdemu z nas, po części. Więc czemu kurwa, miałbym jej teraz pomagać?
Bo jestem egoistą. Tak, jestem pieprzonym egoistą. Tęsknię za nią. I w pewnym sensie robię to tylko dla siebie.
- Co tam, Niall? - zapytał.
Wszedł do pokoju obejmując ramieniem swoją nową koleżankę. Nawet nie pamiętałem jak ma na imię. W ostatnim miesiącu było ich na prawdę sporo, aby cokolwiek zapamiętać. Było też tak, że nie wszystkie Zayn nam przedstawiał. Po co, skoro i tak zaraz zmieni ją na lepszy model.
I wtedy, patrząc na wytapetowaną blondynkę, wpadłem na pewien pomysł.
Uśmiechnąłem się sam do siebie wstając z kanapy.
- Tak sobie pomyślałam - zacząłem - że tobie i twojej nowej koleżance..
- Sky. To jest Sky. - wtrącił.
- ..że tobie i Sky.. no wiesz. Że może chcielibyście prezent od Nialla?
Mulat spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Co ty kombinujesz?
- Prezent kombinuje, prezent.
- Czyli? - spytała Sky.
Podeszłam do niej i wręczyłem jej wizytówkę hotelu Abba Queens Gate. Obejrzała ją i wzruszyła ramionami.
- Rejestracja będzie na twoje nazwisko, Zayn.
- Na kiedy?
- Na dziś.
Sky i Zayn zaczęli o czymś dyskutować zapominając o moim istnieniu. Dyskretnie opuściłem salon, a potem mniej dyskretnie dom. Teraz miałem tylko dwie misje: zrobić to, co obiecałem Zaynowi i Sky, a potem tylko modlić się, aby to wszystko dobrze się skończyło. Szanse były minimalne, a ryzyko, że Zayn podpadnie w jakąś depresję, ogromne.



7 komentarzy:

  1. awww extra !
    jedno wielkie WOW <3
    takie wspaniałe *_*

    hue hue ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, jakże ja się cieszę, że właśnie dziś wstawiłaś rozdział. Miałam taki do dupy nastrój - przepraszam za kolokwializm, a tu patrzę: nowy rozdział i od razu się wyszczerzyłam do siebie jak głupia. ^^
    Wspaniały, wspaniały. Czekam na więcej. :3

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW, kocham, kocham , kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry rozdział *.*
    Czekam na next.
    I Buka w nagłówku <333

    OdpowiedzUsuń
  5. kurwa dobre ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. http://czekoladowe-love-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń