czwartek, 7 lutego 2013

Część II. 09. Ale dziś czuje że miłość w nas poległa.

LILIANNA:

Trzymałam go za rękę. Tak mocno, że nie mógł mi się tak po prostu wymknąć. Ale on chyba wcale nie miał zamiaru. Uśmiechał się do mnie w sposób, którego nie potrafię sprecyzować. A tak się uśmiechał się tylko do mnie.
Byłam tylko ja i on.
Zrobił krok do przodu. Puścił moją rękę. Puścił ją!
Złap ją, trzymaj mnie!
Chciałam krzyczeć, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Nie mogłam się ruszać, powstrzymać go. Byłam sparaliżowana.
Zrobił kolejny krok. Po woli zbliżał się do krawędzi. Po za nią nie było nic. Dosłownie. Jansa przestrzeń  bez horyzontu i bez dna.
Kolejny krok, stał już na krawędzi. Wystarczył jeden krok.
Chciałam go powstrzymać, ale nadal nie mogłam.
- Opuściłaś mnie, kochana. - szepnął nie przestając się uśmiechać.
Jestem tu, nie rób nic głupiego!
- Potrzebowałem cię.
Błagam!
- Żegnaj.
I skoczył.

- Lily, Liliana!
- Zayn! - wrzasnęłam.
Otworzyłam oczy i szybko zerwałam się z łóżka. Oddychałam bardzo nierównomiernie, a ręce trzęsły mi się.
Próbowałam przypomnieć sobie, dlaczego tak na prawdę się wystraszyłam, co się stało..
`I skoczył`.
Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym.
- Lily, co się stało?
Jass siedziała na moim łóżku i patrzyła na mnie z przerażeniem w oczach.
Usiadłam obok niej.
- Co ci się śniło? - spytała.
- Zayn. - wyszeptałam.
Przypomniałam sobie wszystko po kolei. Wspomnienia wywołały u mnie nagły atak płaczu. Nie potrafiłam się powstrzymać.
- Cii.. - Jasmine objęła mnie ramieniem i próbowała uspokoić.
- On skoczył. - ciągnęłam. - Dlaczego to zrobił?!
- Już dobrze, śpij.
Pokiwałam głową i ułożyłam się wygodnie w łóżku. Jass wróciła do siebie i zgasiła światło.
Zamknęłam oczy i próbowałam nie wracać do tego, ale obrazy ze snu mimowolnie same stawały mi przed oczami. Gdy tylko próbowałam zasnąć widziałam jego twarz. Uśmiechniętą twarz. I jak z tym uśmiechem po prostu skoczył i zostawił mnie.
*
Moje życie to jedno wielkie 'ja pierdole'. Ocean cierpień bez dna. A na powierzchni znajduję się tylko, przy dobrej pogodzie. Niestety los bywa tak okrutny, a dla mnie w szczególności, że dobra pogoda pojawia się tu raz na jakiś czas.
Dziś sztorm był wyjątkowo silny i nawet nie było mowy o ani jednym promieniu słońca - uśmiechu.
- Wracamy do domu. - oznajmiła mama.
Tak też zrobiłyśmy. Gdy zapadł zmrok byłyśmy już na lotnisku, skąd samolot miał zabrać nas od razu do Londynu.
- Lily. - Jass zwróciła się do mnie, gdy już zajęłyśmy miejsca w samochodzie. - Nie myśl o tym, to tylko sen.
- Nie, Jass, to nie tylko sen. To pierdolony sztylet, zresztą nie pierwszy, który wbił mi się w serce. Jak mam o tym nie myśleć, skoro sprawia mi ból. - odpowiedziałam nie okazując żadnych emocji.
- Minie.
- Tak, odejdzie. Ale tylko po to, aby żeby wrócić z większą siłą. - skrzywiłam się.
Nic więcej nie mówiła. I tak aż do samego Londynu. Aż dotarłyśmy do domu. I dopiero kiedy moja noga przekroczyła próg jej pokoju wrzasnęła:
- Lily! - przytupnęła przy tym nogą.
Posłałam jej pytające spojrzenie.
Podeszła do mnie i pociągnęła za rękę. Stanęła przede mną i popychając mnie na łóżko rozkazała:
- Siadaj.
- Mam się bać? - spytałam.
Posłała mi gniewne spojrzenie.
- Jesteś moją przyjaciółką. Jedyną jaką miałam. Ty pomagasz mi, więc teraz ja pomogę tobie.
- I co, cofniesz czas? - zadrwiłam.
- Nie. Chce ci po prostu wytłumaczyć, że jeśli się kogoś kocha, to się o niego walczy. Mimo wszystko.
Westchnęłam.
Po woli jej słowa docierały do mnie, do najdalszego zakamarku mojego mózgu. Ta mała miała rację, poniekąd. Powinnam o to walczyć, ale nie mogłam. Nie mogłam, bo jak się kogoś kocha to trzeba się starać, żeby był szczęśliwy. Robić jak najlepiej. A dla Zayna najlepiej będzie, jeśli nie pojawię się w jego życiu ponowie. W ogóle nie powinnam się pojawiać.
- Nie, Jass. Nie w tym wypadku. - wstałam i podeszłam do drzwi. - To jest życie, tu nie ma czary-mary. Albo kurwa jest z górki, albo osiemdziesiąt kilometrów pod górkę. Albo masz wszystko, albo nic. Albo jesteś szczęśliwa, albo nie jesteś. I nie da się tak po prostu jebać tego, bo nie wyszło. Nie można zapomnieć, bo to kurwa wraca i napierdala. Ale trzeba sobie radzić i choć jest ciężko, to nikt ci życia nie ułatwi.
Wyszłam nawet na nią nie spoglądając. Było mi głupio za to, co powiedziałam. Ona miałam dopiero dziesięć lat, jak mogła rozumieć to, co chcę jej powiedzieć. Chciała tylko mi pomóc.

NIALL (KILKA DNI PÓŹNIEJ):

Chodziłem bez celu po ulicach Londynu. Żadna nastolatka nie zaczepiała mnie już prosząc o zdjęcie czy o autograf. Żadna nie wyznawała mi miłości ani nie chciała zostać moją żoną. To idiotyczne. Jeszcze jakiś czas temu nie mogłem wyjść z domu bez ochroniarza, a teraz? Na widok mojej osoby nikt nie robi wielkiego halo. Co gorsza, wszyscy mijają mnie obojętnie. Cóż, One Direction oficjalnie nie istniało.
Westchnąłem i usiadłem na ławce. Słyszałem, że ktoś przysiadł się obok mnie, ale nie zwracałem na to uwagi. Nie interesowało mnie to kompletnie. Bardziej ciekawym widokiem były dla mnie moje trampki, w które patrzyłem się zacięcie.
- Hej. - usłyszałem ładny, melodyjny głos.
- Hej. - mruknąłem nie podnosząc wzroku.
Cisza.
- Słuchaj. - zaczęła.
Przez chwilę zastanawiałem się czy oby na pewno mówi do mnie. Zazwyczaj w takiej sytuacji, jeśli miała zamiar ze mną flirtować, powinna spytać 'co tam', albo zwyczajnie się przedstawić. I to właśnie mi nie pasowało.
- Mamy problem. - dokończyła.
- Mamy? - zdziwiłem się.
- No mamy, mamy. - powtórzyła dziwnym tonem. - Właściwie to nie tylko my, ale jak my się za to nie zabierzemy, to kto? Nasz gatunek jest cholernie tchórzliwy.
Skądś znałem ten głos. Podniosłem wzrok i pierwszy raz spojrzałem na moją rozmówczynię. Zaniemówiłem.
- Jejku, człowieku! - wrzasnęła. - Jak ty wyglądasz! Jakby cię pies zobaczył, to by się o własną budę zabił.
- Co? - wydukałem.
- No tak, tak.
Nie słuchałem tego co do mnie mówi, bo ona miała w zwyczaju mówić od rzeczy. Ale nie w tym był teraz problem. Problem to za mało powiedziane. Były dwa wyjścia: albo ja miałem coś z głową, albo ona na prawdę siedziała teraz obok mnie.
- Co ty w ogóle pierdolisz?! - wstałem z ławki. - Przychodzisz jak gdyby nigdy nic i gadasz mi o jakiś psach! Gdzie byłaś wcześniej, dziewczyno!
Zamyśliła się.
- Ale wcześniej w sensie rano, czy jakiś czas temu? - spytała.
Wywróciłem oczami siadając z powrotem na swoje imię. Dziewczyna patrzyła na mnie wyczekująco. Najwyraźniej traktowała te pytanie zupełnie poważnie.
- Nie ważne. - spojrzałem na nią.
- Tak czy siak. - wzruszyła ramionami. - Mam plan. - jej oczy nagle rozbłysły. - Ale wiesz, musisz mi pomóc.
- Oświeć mnie.
- To wymaga dłuższej dyskusji. - uśmiechnęła się i posłała mi błagalne spojrzenie.
Zaśmiałem się cicho, choć wcale nie było mi do śmiechu.
- Oj, Megan, Megan.
*
- Więc tak. - zaczęła blondynka. - Chodzi o Lily.
- Lily jest w Londynie, prawda? - spytałem, choć tak na prawdę znałem odpowiedź.
- Tak.
Nagle posmutniała.
- Ale ostatnio pokłóciłyśmy się i Lily nie mieszka już ze mną. Z tego co wiem, jest u swojej mamy. - oznajmiła obojętnym tonem.
- Przecież ona nie miała z nią najlepszych kontaktów.
- Wiem właśnie i to mnie zdziwiło.
To wszystko było bez sensu. Nic nie rozumiałem.
- Musisz mi jeszcze coś wyjaśnić. Czemu wyjechałyście? I po co w ogóle wróciłyście?!
- Spokojnie. Nie bądź taki do przodu, bo cię sznurówki wyprzedzą.
Zignorowałem jej komentarz i cierpliwie czekałem na odpowiedź.
- Nie mogę powiedzieć czemu wyjechałyśmy, bo o to prosiła mnie Lily. Niall, - nagle spoważniała - uwierz mi, to nie była jakaś błahostka. To bardzo poważna sprawa. Lily nie chciała tego, ale musiała. Owszem, miała inne wyjście, ale te wydawało się najlepsze, choć nie do końca fair.
- Mi możesz powiedzieć. - oznajmiłem bezproblemowo.
- Nie przyjaźnimy się już, ale przyrzekłam jej, że nikomu nie powiem i tego nie zrobię.
- No dobra, dobra. Ale po co wróciłyście? - spytałem.
- Lily stwierdziła, że musi coś z tym wszystkim zrobić, ale że słowa sama sobie nie dotrzymała, bo jest w chuj uparta, to ja muszę jej pomóc, bez jej zgody.
Przemyślałem sobie wszystko po kolei. Jednak nadal nie wiedziałem jednego. Jak to zrobimy? Co prawda dla swojego przyjaciela byłem gotów zrobić na prawdę dużo, więc mogłem zgodzić się na wszystko.
- To co robimy?
Uśmiechnęła się.
- Jutro wszystkiego się dowiesz.
Wstała z krzesła i podeszła bliżej mnie. Pochyliła się nad moim uchem i szepnęła:
- Ochłoń. To nie sen, Niall. Ten horror może się skończyć. To zależy od nas.
Wcisnęła mi w dłoń małą kolorową karteczkę i odeszła. Odprowadziłem ją wzrokiem do samych drzwi. Gdy zniknęła z zasięgu moje wzroku długo jeszcze nie podnosiłem się z miejsca. Byłem trochę jak sparaliżowany. Nadal nie mogłem w to uwierzyć. To było takie nierealne. Jej ani Lily nie widziałem tak długo  że nawet przestałem się łudzić, iż kiedyś jeszcze je ujrzę. A nawet nie musiałem ich szukać. Niesamowite.
Dopiero po kilku minutach ocknąłem się i zdałem sobie sprawę, że trzymam w ręku karteczkę od Megan. Szybko ją rozprostowałem i ujrzałem kilka liczb zapisanych w jednym ciągu. Zaraz pod numerem napisane było jedno słowo: zadzwoń.
To głupie i wiem, że nie powinienem tak myśleć, ale miałem nadzieję, że nasze problemy niedługo się skończą. Że wszystko wróci do normalności.


Od Autorki:
nie no, to nie tak miało być.. w ogóle miało być inaczej! lecz cierpię obecnie na brak weny musiałam dodać takie oto byle co. sorry bardzo. nie wiem jak to się dalej potoczy, ale coś czuję, że nie będzie tak ciekawe, jak to sobie zaplanowałam..






















7 komentarzy:

  1. Co ty gadasz. Wreszcie akcja przyśpiesza! Bardzo się cieszę z tego powodu ^^ Nie mogę się doczekać aż ukaże się następna notka. Swoją drogą, życzę weny. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na mojego bloga - http://spotkanie-po-koncercie-1d.blogspot.com/
    Jeśli przeczytasz i zostawisz komentarz, obiecuje że odwdzięcze się tym samym :)
    Alex XOX

    OdpowiedzUsuń
  3. osz kurwa *_*
    jaki zajebisty ;*
    czekam nn :D
    ( sorki za słownictwo ale mnie nosi ) xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Megan, wkurwiałaś mnie, ale jak teraz to naprawisz, będę cię kochać *-*
    / @xoguitarxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award. Moje pytania znajdziesz na blogu tworzonym przeze mnie. http://grawmilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Miód dla mojego serca! Trafiasz w taki styl litelatury za którym ja przepadam ;) Jeden z lepszych blogów jakie czytałam ;)
    W wolnym czasie zapraszam na mojego bloga. Dopiero się rozkręca więc byłabym wdzięczna gdybyś poleciła go znajomym ;)
    http://fantasy-is-my-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń