poniedziałek, 28 stycznia 2013

Część II. 08. Musisz mieć w sobie siły żeby temu życiu sprostać.

LILIANNA (KILKA DNI PÓŹNIEJ):

Jedni mówią, że świat zniszczy ognień.
Inni, że lód.
Iż poznałem pożądania srogie,
Jestem z tymi, którzy mówią: ogień
Gdyby świat zaś dwakroć zginąć mógł, 
Myślę, że wiem o nienawiści
Dość, by rzec: równie dobry lód
Jest, by zniszczyć
I jest go w bród.
Zamknęłam książkę z wierszami i odłożyłam ją na kocu, gdzie siedziałam z Jasmine. Prócz tej cienkiej książeczki, którą właśnie odłożyłam leżało wśród nas jeszcze ze sto innych. Moja towarzyszka czytała właśnie Anię z Zielonego Wzgórza, ja natomiast miałam zamiar zająć się Wichrowymi Wzgórzami. Jednak nawet nie zajrzałam jeszcze do środka.
Jasmine widząc to oderwała się od lektury i przeniosła wzrok na mnie.
- Coś nie tak z tą książka? - spytała.
- Nie. - odpowiedziałam.
Wzruszyła ramionami i wróciła do poprzedniego zajęcia.
Westchnęłam głośno.
- Chodzi o ten wiersz. - powiedziałam.
Dziewczynka wyprostowała się i usiadła po turecku obserwując mnie.
- Staram się zrozumieć jakie ma przesłanie i czy choć w jakimś sensie odnosi się do mojego życia. - przeniosłam wzrok na nią. Jej twarz nie zdradzała żadnych emocji. Jednak słuchała mnie uważnie. - Widzisz, uliczna poezja to trochę co innego. Jak byłam nastolatką inaczej to wszystko postrzegałam. - wracając myślami do tych lat na mojej twarzy pojawił się uśmiech - Na myśl o tych wszystkich wierszach, utworach literackich robiło mi się niedobrze. Nigdy nie mogłam ich zrozumieć. Zawsze sprzeczałam się z nauczycielami i mówiłam im prosto w twarz co o tym wszystkim myślę. Przez to zawsze zdawałam z ocenami nagannymi. No ale nie ważne. Usiłuje ci powiedzieć, że jako nastolatka, jedyną formą poezji, którą rozumiałam był rap. Wszystko rozumiałam. Nieraz całe zwrotki odnosiły się do mojego życia. Miałam wrażenie, że tylko oni mnie rozumieją. Dlatego darzę ich wszystkich takim szacunkiem.
Jasmine nadal patrzyła na mnie jakby była zahipnotyzowana. Może próbowała mnie zrozumieć? Ale czy ktoś w ogóle mógł mnie zrozumieć wtedy, gdy byłam nastolatką? Byłam typowo zbuntowaną dziewczyną. Wszystko postrzegałam w inny sposób. Dla mnie życie to było jedno wielkie gówno. A moje tym bardziej. Wszystko kręciło się w okół dragów, alkoholu i muzyki. Nic więcej się nie liczyło.
- Teraz, gdy przeczytałam tych kilka wierszy coś się zmieniło. Zrozumiałam, że nie tylko raperzy rozumieją mój burdel w głowie. Weźmy na przykład to: Musisz mi pomóc bo czuję się jak Bóg który przez sześć dni budował świat i powstał chaos. Niesamowite, jak bardzo to pasuje do mnie. Byłam szczęśliwa, tak długo to budowałam. A potem jeden incydent zniszczył wszystko. Zabrał mi moje szczęście, a do tego codziennie przeszłość bezczelnie przychodzi i policzkuje mnie.
Westchnęłam.
- To takie dziwne. Wszystko na tym świecie tak cholernie boli.
- Więc pozbądź się tego, co sprawia ci najwięcej bólu. - zaproponowała.
- Sugerujesz, że mam iść i skoczyć z mostu? - zaśmiałam się, choć to wcale nie było śmieszne. Śmiałam się z bezradności. - Jasmine, całe moje życie to jedna wielka katastrofa. Tak jakby ktoś zbombardował świat. Cały.
- Odbuduj to. - powiedziała bezproblemowo. - Napraw to. Nic nie stracisz. A jeśli nie spróbujesz, będziesz żałować, że nic nie zrobiłaś.
- Jass, tego nie da rady naprawić. To jest źle zepsute.
Poddała się.
Jednak ciągle nad czymś się zastanawiała. Była taka zamyślona, jak gdyby moje problemy na prawdę ją obchodziły. A może obchodziły? Niesamowite jak łatwo można było się z nią dogadać. Jak wszystko rozumiała i starła się mi pomóc.
- Kto tak bardzo zniszczył ci życie? - spytała w końcu. - Przecież ktoś musiał.
- Narkotyki? - spytałam bardziej sama siebie. - Nie wiem. Tak jakoś wyszło, że gdzieś pomiędzy 'tylko raz' a 'jestem uzależniona' zgubiłam kontrolę. Problemy wzięły górę i zanim się obejrzałam byłam już niewolnikiem kokainy. Robiła ze mną co chciała.
- Opowiesz mi o tym?
- O moim życiu? A interesują cię komedio-dramaty? - powiedziałam sarkastycznie.
- Myślałam, że mówimy tu tylko o dramacie.
- Uwierz mi, moje życie to była jedna wielka komedia. Trochę głupie porównanie, ale jak tak siedzisz i oglądasz coś śmiesznego to w pewnym momencie ciężko przestać się śmiać. Tak jak byś wpadła w trans. Moje życie to było coś podobnego. Nie znałam granic.
- A więc słucham. - założyła ręce na piersi.
- Zacytuję ci coś, co odniesie się do mojego życia. A bynajmniej do jakiegoś jego etapu.
Skinęła głową.
Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy. Nie czekając dłużej zaczęłam mówić a raczej cicho śpiewać:
Tak łatwo było skończyć źle i zostać nikim, 
a było blisko, wokół tylko wódka, jointy, seks i narkotyki,
ziomki z podwórka, imprezki, kreski, człowiek za burtą,
a gdzie są kurwa ratownicy? Ratujcie kumpla, bo
przegra, przechla się, a lubi wypić, albo
biedak się przećpa i zdechnie w nocy na ulicy.
Przerwałam na chwilę, bo tekst piosenki, który powinnam zaśpiewać, był akurat zbędny  Odczekałam chwilę i biorąc kolejny wdech znów zaczęłam:
poznałem dobrze rap, lecz lepiej melanż
i patologie, i gdzieś bez celu szedłem nieraz.
I wiem teraz, mogłeś mieć dobry start albo złą drogę
i wtedy wybierać rolę ćpuna, albo dilera.
Wielu z nich powie, że przesadzam, wyolbrzymiam coś tam,
ale codziennie walą kolca, w międzyczasie dropsa.
Tak na prawdę żrą ich po jedenaście w jedną noc,
ja bez kitu, już bez kitu nie znają słowa stop, ziom.
Patrzy tyle lat, nic się nie zmienia,
browary w dłoniach, jointy w zębach, miłość w burdelach.
I powiedzą ci, że to normalne, i żebym przestał ściemniać,
ale wszystko jest normalnie, jak nie masz punktu odniesienia.
Skończyłam i głośno wypuściłam powietrze z ust. Długo jeszcze nie otwierałam oczu. Wspomnienia jakie kryła za sobą zwrotka tej piosenki były bardzo bolesne i nie lubiłam do tego wracać. Było gorzej. Ten rozdział w moim życiu zamknął Ethan, którego swoją drogą straciłam. Gdyby nie Zayn, pewnie by mnie tu nie było. Jednym słowem, uratował mnie. Dziękowałam Bogu, że spotkałam go na swojej drodze. Byłam z nim na prawdę szczęśliwa, ale za jaką cenę? Po naszym rozstaniu, a raczej po tym jak to od niego uciekłam, nie raz chciałam wrócić do nałogu, lub ze sobą skończyć. Miałam jednak jakąś nadzieję. Teoretycznie, należałam do niego, nadal byliśmy zaręczeni. Ale praktycznie, to wyglądało trochę inaczej. To bardziej skomplikowane, niż miało by się wydawać.
- Jednym słowem: wow. - Jasmine przerwała ciszę.
Otworzyłam oczy.
- Wow?! - podniosłam ton. - Chyba raczej: o kurwa!
- Jak wolisz. - wzruszyła ramionami. - Jedno jest pewne. Przestałaś i jesteś lepszym człowiekiem.
- To przez.. Zayna. - jego imię wypowiedziałam z wielkim bólem.
Czułam się jakby ktoś wbił mi nóż w plecy, a za każdym razem gdy wypowiadałam jego imię przekręcał go. Ten ktoś nie litował się nade mną. Nawet nie zamierzał. Katował mnie, a nazywał się Wspomnienia.
- Kochasz go?
Skinęłam głową.
- Jak Julia Romea? Jak Rose Jacka? Jak Jamie Landona? Jak Bella Edwarda? Jak Allie Noaha?
- Bardziej. - wyszeptałam.
- Więc nie wiem na co czekasz.
Na co czekam? A na co miałam czekać? Łudzić się, że da radę to odbudować. Nie, nie da rady. Nie po tym co mu zrobiłam.
W takim razie po co wróciłam?
Nie rozumiałam samej siebie..
- Nie ważne. To bez sensu. - starłam z policzka kroplę słonego płynu. - Ja powiedziałam ci prawie wszystko o sobie. Jednak nic nie wiem o tobie.
- Sądzisz, że życie dziesięcioletniej dziewczynki mogłoby być bardziej interesujące od twojego? - zaśmiała się.
- Przekonajmy się.
Jasmine zaczęła opowiadać.
Z początku nic nie wydało się jakoś strasznie interesujące. Jej matka była typową imprezowiczkę i nawet nie wiedziała kto jest ojcem jej dziecka. Nie znałam jej zbyt dobrze, jednak zachowaniem faktycznie przypominała Megan. Anabel nie była dla niej pępkiem świata, zupełnie jak dla Alicji Jasmine.
- ... mama nigdy nie miała dla mnie czasu. Pracowała jako sprzedawczyni w sklepie, a wieczorami, gdy wracała zostawiała mnie u sąsiadki i chodziła na imprezy. Pani Kate - sąsiadka była starszą kobietą. Uwielbiałam słuchać bajek, które mi opowiadała. Wymyślała je sama. Była w tym mistrzynią. Lubiła moje towarzystwo tak samo jak ja jej. Traktowałam ją jak babcię. - uśmiechnęła się na wspomnienie o tej kobiecie. - W moje ósme urodziny mama zabrała mnie na lody. Była to niedziela - miała wolne, a chłopak odwołał randkę, więc postanowiła spędzić ten dzień ze mną. Bardzo się cieszyłam, bo nigdy nie spędzałam z nią tak czasu. Poszliśmy więc na te lody to jakiejś kafejki. Było wspaniale. Wracałyśmy już do domu. Mama po drodze, po drugiej stronie ulicy zobaczyła swoją znajomą. Wołała ją, ale ta nie usłyszała. Powiedziała do mnie 'zaczekaj tu, zaraz wrócę'. I pobiegła. Ale nigdy już do mnie nie wróciła.
Jasmine spuściła głowę i wbiła wzrok w książkę. Widziałam jak jej łzy powoli spadają na kartki. Chciałam coś powiedzieć, jednak nie mogłam nic z siebie wydobyć.
Blondynka podniosła wzrok i spojrzała na mnie zapłakanymi oczami.
- Widziałam jak umiera. - wyszeptała i rozpłakała się.
Nie mogłam dłużej na to patrzeć. Nie zastanawiając się, czy tego chce czy nie przytuliłam ją do siebie. Objęła mnie bardzo mocno i z taką samą siłą przycisnęła do siebie. Szybko to odwzajemniłam.
Czułam jak jej łzy moczą mi sukienkę, ale nie przejmowałam się tym. Nie to było najważniejsze. Przytulałam ją po raz pierwszy.

LIAM:

Louis postanowił zrobić nam małą niespodziankę. Stwierdził  że musi wracać do domu i w prezencie zostawił nam małego Harrego. Nie miałem nic przeciwko temu, naprawdę lubiłem tego dzieciaka. Danielle również. Nie mogliśmy mieć własnych dzieci, mogliśmy się chociaż nacieszyć się tym, że prawie codziennie mieliśmy pod opieką dziecko Zayna.
Właśnie, Zayn.
Coraz z nim gorzej. Od kilku tygodni nie robi nic innego, tylko umawia się na randki. Harry prawie wcale go nie interesuje. Jeśli dalej tak pójdzie, mały straci również ojca. Niby go ma, ale tak jakby go nie było. Co jeśli Malik stwierdzi, że dziecko wcale nie jest mu potrzebne. Pozbawi go ojca? Czy nie wystarczy, że ma nieodpowiedzialną matkę, która wcale się nim nie interesowała i po prostu go porzuciła.
W dodatku z Harry ostatnio też nie było najlepiej. Często płakał, był strasznie blady i osłabiony. Często miał też gorączkę. Dawno chcieliśmy zabrać go z Danielle do lekarza  ale Zayn uważał, że to tylko wirus i leczył go jakimiś zwykłymi syropami dla dzieci.
- Kochanie, spójrz. - Danielle podeszła do mnie z małym na rękach. - Jaki on blady. A przecież ma ciemniejszą karnację.
- Ma gorączkę?
Mulatka przyłożyła mu dłoń do czoła.
- Nie, chyba tylko stan podgorączkowy.
Spojrzałem na niego. Na prawdę nie wyglądał najlepiej.
- Zayn często głośno słucha muzyki w nocy, może mały się nie wysypia. Połóż go spać.
Danielle zabrała małego i udała się na górę.
Wyglądało na to, że wszyscy dostrzegli zmianą w zdrowiu Harrego. Wszyscy, tylko nie jego ojciec.

7 komentarzy:

  1. o kurczę, :(
    Harry *_*
    niech Lil pójdzie i spotka tam Zayn'a w ich domu, niech pogadają, no proszę ^^
    czekam nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę już się doczekać finału :)
    Uwielbiam to opowiadanie ! a tak na marginesie to lepiej mi się czytało jak było inne tło może coś żywszego ?

    OdpowiedzUsuń
  3. rozdział niesamowity jak zawsze .; )
    może po historii jasmine lilly zobaczy swój bład i wróci do małego i zayna ? mam nadzieję :D
    czekam na nn : )

    OdpowiedzUsuń
  4. a no tak..Miałam skomentować, ale na tel poprzez weryfikację nie mogę ( radziłabym Ci to usunąć ) Rozdział jak zwykle świetny, czekam na nowy x

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny blog! Po prostu uwielbiam! Zapraszam do mnie ;)

    DIRECTIONERS głosujcie na chłopaków, bo przegrywają z The Wanted! http://fanbaseawards.com/index.php

    OdpowiedzUsuń
  6. Pezet~Małolat- Tak łatwo było *.*
    Uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa historia! Zapraszam do siebie ;) http://iwannadiewithoutpain.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń