czwartek, 24 stycznia 2013

Część II. 07. Masz dobre życie, warto się o nie zatroszczyć.

LILIANNA:

W zwyczaju nie miałam zamiaru cieszyć się z życia, gdy coś mnie gnębi - tak sobie przysięgłam. Jednak to była wyjątkowa sytuacja. Wszystko, no prawie wszystko jakoś się układało. Chociaż jakoś się trzymałam. Nie było tak jak przedtem. Teraz szczerze się uśmiechałam, jeśli w ogóle to co wyprawiałam można było nazwać uśmiechem. To raczej wykrzywianie ust. Zapomniałam jak się uśmiechać. Od kilku dni przypominała mi o tym Jasmine, z którą swoją drogę bardzo się zżyłam. Co prawda, nie otworzyła się przede mną zupełnie. Prawie wszystko co o niej wiem, wiem od mojej mamy. A wiem tyle, że jej matka zmarła, a ojca wcale nie zna. Stąd znalazła się u nas. Mama jest teraz jej prawnym opiekunem. Od samej Jasmine wiem tyle, że bardzo lubi czytać i uczyć się. Jest bardzo inteligentna, jak na dziesięciolatkę.
Dziś na przykład cały dzień miałam spędzić z Jass. Nie chodziła obecnie do szkoły - miała dwa tygodnie wolnego. Coś w stylu ferii wiosennych. Ja natomiast nie przez najbliższy miesiąc miałam wolne od pracy z powodu awarii w hotelu. Dobrze się składało. Mogłam odpocząć.
- Dokąd idziemy? - spytała dziewczynka.
- Żaliłaś mi się, że całymi dniami siedzisz w domu. Przeczytałaś wszystkie książki jakie były i nauczyłaś się na wszystkie przedmioty.
- No tak. - potwierdziła.
- A więc.. - spojrzałam na nią.
- Więc?
- Zabieram cię do biblioteki. - uśmiechnęłam się.
Stanęła.
- Coś się stało? - spytałam.
Ukucnęłam tak aby nie patrzeć na nią z góry. Wydawała się być zdziwiona.
- Zabierasz mnie do biblioteki? - wyszeptała z entuzjazmem.
- Dokładnie!
Podniosłam się i obie ruszyłyśmy dalej. Jednak Jasmine po chwili znów się zatrzymała zmartwiona czymś.
- To nie jest najlepszy pomysł. - oznajmiła smutno.
- Dlaczego? Przed chwilą byłaś zachwycona.
- Tak.
Westchnęła.
- Więc w czym problem? - nie mogłam się połapać.
- Dla mola książkowego, wejście do biblioteki jest czymś w stylu.. - zatrzymała się na chwilę. - To tak jakby alkoholik wszedł do sklepu z alkoholem i mógł skosztować wszystkiego. Rozumiesz?
Byłam zdziwiona jej porównaniem. To jeszcze bardziej utwierdzało mnie w przekonaniu, że Jass wcale nie ma dziesięć lat, a dwadzieścia.
Będąc dalej w szoku pokiwałam głową. Nie byłam w stanie niczego z siebie wydusić. Myśl, że mała Jasmine wie tyle o życiu przerażała mnie. Ona była jak diament. Z każdym dniem mogłam ją podziwiać. A najbardziej bałam się tego, że przez to wszystko jest samotna, choć nie sprawiała takiego wrażenia.
- Wiesz, co. Mam lepszy pomysł. - oznajmiłam.
- Byle bez bibliotek.
Zaśmiałam się.
- Tam jest księgarnia. - wskazałam na budynek po przeciwnej stronie ulicy.
- Mam sobie kupić książkę? To tak jakbyś dała alkoholikowi pięć złoty i kazała kupić jedno wino, podczas gdy on pod nosem ma miliony innych.
Ponownie się zaśmiałam, lecz jej nie było wcale do śmiechu.
- Mam na myśli coś innego. Opisz mi książkę jaką chciałabyś przeczytać, a ja postaram się wybrać coś odpowiedniego.
Jasmine spojrzała na mnie z nadzieją.
- Wiesz, alkoholik ucieszy się chodź z jednego wina, gdy wszystkie już wypił. - uśmiechnęłam się.
Odwzajemniła to.

NIALL:

Kilka razy zastanawiałem się czy chcę odnaleźć Lily. Wtedy i przy okazji kilkadziesiąt razy zastanawiałem się czy w ogóle warto. Nie oszukujmy się, to ona nas zostawiła. Więc to ona powinna do nas wrócić. Nie ważne jak bardzo nas skrzywdziła - wybaczyłbym jej. Sądzę, że Danielle też. Zayn bez wątpienia. Co do reszty.. Nie mam pojęcia. Dawno nie rozmawialiśmy o niej ze względu na Zayna. Wprowadził on zakaz wymawiania jej imienia. Sam wiem, że gdy jest sam wspomina ją i szepcze jej imię. Boję się, że jeśli już znajdzie sobie jakaś kobietę będzie w niej szukał cech Lily, a ta swoją drogą była jedyna w swoim rodzaju.
- Czym się martwisz? - szepnęła mi do ucha Rose.
Rose była moją.. przyjaciółką? Tak ją mogę nazwać. Nie było to coś poważnego, bo nie szukałem dziewczyny. Było mi dobrze w związku bez zobowiązań. A Rose? Cóż, myślała podobnie, chociaż wiem, że z czasem wymagałaby ode mnie czegoś więcej.
- O niczym. - odpowiedziałem całując ją w dłoń.
- Opowiedz mi.
- Nie chcę zawracać ci tym głowy. To nic ważnego.
Odpuściła.
-  Muszę się zbierać. - oznajmiłem.
Zacząłem wkładać na siebie koszule. Całując dziewczynę w czoło opuściłem pokój.

LOUIS:

- Siekiera, motyka, krowa..
- Jejku, Louis! - krzyknął Zayn. - Przestań. Co ty dla dziecka śpiewasz. - oburzył się.
- Dobra, dobra. - zaśmiałem się nie przestając łaskotać małego Harrego.
- Kto cię w ogóle tego nauczył!
Spojrzałem na niego.
- Aha, dobra. Wiem.
Przyjrzałem się przyjacielowi uważnie. Nie wyglądał zwyczajnie. Ogolił się a do tego wystroił się i idealnie ułożył włosy. Coś mi tu nie pasowało..
- A gdzie ty się wybierasz.
Zayn zignorował mnie. Zaśmiał się tylko i opuścił pokój. Słyszałem jak zbiega po schodach. Szybko wybiegłem za nim. Z małym na rękach zeszło mi się trochę dłużej ale dopadłem go przy drzwiach.
- Ej, gdzie ty idziesz? - spytałem.
- Na randkę, nie mogę?
Westchnąłem.
Mulat podszedł do mnie i spojrzał na mnie. Widząc moja minę roześmiał się. Po chwili jednak opanował się i całując Harrego w czoło opuścił dom.
Ponownie westchnąłem.
- Lily, gdzie ty dziewczyno jesteś?! - szepnąłem do siebie.
- Mama. - powiedział niewyraźnie mały.
- Tak, tak. Twoja mama ma cię w dupie. - pogłaskałem go po głowie. - Ale nie martw się. Już wujek Louis dopilnuje, żebyś był szczęśliwy.

LILIANNA:

- Jesteśmy! - krzyknęłam wchodząc do domu.
Mama szybko pojawiła się obok nas.
- Długo was nie było. - skomentowała.
Jasmine zadowolona ze swojej nowej książki szybko pobiegła do pokoju, żeby zacząć czytać. Uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni, gdzie mama gotowała coś dobrego. Usiadłam przy stoli i bacznie obserwowałam każdy jej ruch.
- Jasmine to wyjątkowy dzieciak. - powiedziałam w końcu.
- Ah tak.
Mama na chwilę oderwała się od garów i usiadła na przeciwko mnie.
- Jak ona w ogóle do ciebie trafiła? - spytałam.
- Jej mama, a moja siostra zmarła kilka lat temu. Obiecałam jej, że zajmę się Jass. I tak też zostało.
- Czekaj, czekaj. Ciocia Alicja? - spytałam.
- Sporo cię ominęło, skarbie.
- Wiem. - zamyśliłam się. - A jej ojciec? Przecież musi mieć ojca.
- Wiesz jaka była Alicja. Ona nawet nie wiedziała kto jest ojcem Jasmine.
- Biedna. Właśnie. - odbiegłam od tematu. - A gdzie tata?
Właściwie dopiero teraz zauważyłam brak jego obecności. Może dlatego, że odkąd pamiętam taty często nie było w domu.
- Jest w Polsce. Jego mama choruje. Pojechał jej pomóc.
- Jak długo? - spytałam.
- Tak długo jak będzie to konieczne.
Westchnęła.
- Wybieram się do niego z Jass w przyszłym tygodniu. Może wybierzesz się z nami?
- Mogłabym?
- Oczywiście.
Cieszyłam się. Mogłam na chwilę oderwać się od tego wszystkiego, bo pamiętam jak dobrze zawsze było mi u babci. Niesamowite. Nie sądziłam, że będę jeszcze kiedykolwiek mogła odwiedzić kraj, gdzie się urodziłam.


6 komentarzy:

  1. Świetny, naprawdę świetny rozdział, chociaż trochę krótki :) Mam nadzieję, że Zayn i lily się wreszcie spotkają... [fuckin2012.tumblr.com]

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie wolę dłuższe rozdziały. :C Ale mimo to, ilość treści nie umniejsza jego wspaniałości ^^ Czekam na kolejną notkę i pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniały !
    tylko taki krótki :(
    ale i tak genialny *_*
    i Love you lil <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudo ! wiesz ja nie chce nic mówić ale takie rzeczy to ja bym częściej chciała czytać ! :P

    OdpowiedzUsuń
  5. wspaniałe <3 co prawda,lubię dłuższe rozdziały,ale twoim, nawet najkrótszym nie pogardzę ;p : D
    Aii chcę juz Zayn'a i Lily.! :D
    czekam na następnegy ; 3
    zapraszam także do siebie :)
    http://anotherxlifexx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały jak zawsze, czekam na next, mogłabyś mnie informować? @luvmylarreh [ zapraszam do siebie : http://everything-little-things.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń