sobota, 12 stycznia 2013

Część II. 05. Jebnij za zasady te twarde jak skała.

LILIANNA:

Cudem udało mi się zabrać Megan do domu. Ona bawiła się wspaniale, ja - beznadziejnie. Pomyśleć, że miał to być jeden z tych lepszych wieczorów mojego życia. Był jednym z najgorszych. Nie potrafię powiedzieć czemu, ale był.
Stan mojej przyjaciółki nie był najlepszy. Poza pierdoleniem o niebieskich pomidorach i winogronach na niebie wspomniała jeszcze o Zaynie, ale nie była w stanie powtórzyć, gdy ją o to poprosiłam.
Około godziny czwartej nad ranem byłyśmy w domu. Położyłam przyjaciółkę do łóżka a sama poszłam wziąć zimny prysznic, aby trochę wytrzeźwieć  Też nie byłam zupełnie trzeźwa, ale nie tak jak Megan, która swoją drogą nawet nie pamiętała jak ma na imię.
*
Gdy wszyscy jeszcze spali po cichu wymknęłam się z domu na krótki spacer i przy okazji na zakupy. Dziś był ciepły dzień, choć nieco zachmurzony i mało kiedy pojawiało się słońce.
Weszłam do pierwszego lepszego sklepu spożywczego. Do koszyka włożyłam kilka produktów i udałam się do kasy. Jednak kolejka była spora. Musiałam trochę poczekać. Przede mną stały dwie dziewczyny, zacięto plotkowały. Dałam im około piętnastu lat. Dyskretnie postanowiłam przysłuchać się tej rozmowie, gdy przez przypadek usłyszałam słowo 'One Direction'
- Myślisz, że ten zespół się rozpadnie?
- Już się rozpadł. Harry wyjechał, Zayn z Liamem zaszyli się w tym domu w lesie i chuj wie co robią.
- Zayn ma dziecko, Liam narzeczoną. - koleżanka skarciła ją wzrokiem.
- Tak, ale przyznaj, to wszystko wina tej byłej panny Zayna. Gdyby nie ona, byłoby tak jak kiedyś, gdy jej nie poznali.
- Ehh.. - westchnęła. - Masz rację.
Słysząc te słowa łzy podeszły mi do oczu. Jednak wiedziała, że nie mogę tak po prostu się rozpłakać. Duże dziewczynki nie płaczą. Muszą dawać przykład. Uczyć tego, że życie jest niesprawiedliwe. I chuj wie kiedy może zabrać ci wszystko.
*
- Lily? - do pokoju weszła Megan. - Nie widziałaś może moich butów? No wiesz tych niebieskich.
Zaczęła szukać. Jednak nie słysząc mojej odpowiedzi podeszła do mnie i usiadła na przeciwko. Zaczęła mi się badawczo przyglądać.
- Płaczesz? - spytała blondynka.
- Nie. - powiedziałam stanowczo a następnie przeniosłam wzrok na nią i spojrzałam zaszklonymi oczami na zmartwionej twarz blondynki. - Ja po prostu daję spust emocjom.
- Lily. - szepnęła rozczulonym głosem.
- Wcale nie jestem taka jak myślisz. Jak mówię, że jest mi ciepło na prawdę jest mi zimno. Jak twierdze, że wcale mi nie zależy, cholernie się przejmuje. Jak wydaję się być wyluzowana, to tylko tak się wydaje, bo na prawdę rozpierdala mnie trema. A jak kurwa mówię, że jest okay, to zazwyczaj kurwa nie jest okey! - krzyknęłam mocno podkreślając ostatnie zdanie.
- Rozumiem.
- Nic kurwa nie rozumiesz! - wstałam z miejsca. - To nie ty musiałaś zostawić swoje dziecko, ukochanego mężczyznę i wyjechać!
- Swoje też przeżyłam. - wydała się rozdrażniona i podirytowana moim gwałtownym zachowaniem i wyrzutami.
- Jasne, zostawiłaś umierającego chłopaka i nawet nie miałaś wyrzutów sumienia!
- Przegięłaś. - również wstała. - To, że nie czułam do niego tego, co on do mnie akurat nie jest moją winą.
- A czyją?! - wrzasnęłam. - Harry to był mój przyjaciel! Zniszczyłaś wszystko! - krzyczałam coraz głośniej.
- Wyjdź. - szepnęła przez łzy.
- Nienawidzę cię!
- Wyjdź! - krzyknęła głośniej.
Wyszłam trzaskając drzwiami mocniej, niż to było potrzebne. Byłam rozgniewana. Miałam ochotę rozwalić coś. Tylko po to, aby rozładować napięcie. Ofiarą mojego niepotrzebnego zachowania była donica stojąca przy wejściu, w której mama Megan miała swoje ulubione kwiaty. Wtedy, nawet przez chwilę, nie przyszło mi na myśl, że mogę sprawić jej tym przykrość. Wtedy mało myślałam o konsekwencjach. Równie dobrze mogłabym podpalić dom przyjaciółki, jeśli mogę ją tak jeszcze nazywać. Również nie myślałam wtedy o postanowieniach. Nie zastanawiając się ani chwili, wyciągnęłam z kieszeni papierosa, którego nosiłam na wszelki wypadek. Jednak nie miałam czym go zapalić.
- Kurwa! - krzyknęłam tak głośno, że przechodnie zaczęły się oglądać. Jednak nikt nie wiedział co oznacza to słowo, ponieważ wypowiedziałam je w języku polskim. - Co kurwa! - spojrzałam na ludzi w okół.
Zastanawiałam się jak okropnie mogłam wyglądać. Rozwścieczona dziewczyna, krzycząca nie wiadomo co, a w dodatku z rozmazanym tuszem pod oczami.
- Mam paranoje, pierdoloną depresję! - krzyczałam coraz głośniej. - Nie patrzcie na mnie, bo wypali wam oczy! Kurwa! - uklęknęłam na środku asfaltu chowając twarz w dłonie.
Gdybym taką scenkę odwaliła w Polsce, pewnie od razu zawieźli by mnie do psychiatryka.
Spowodowałam korek na ulicy i niestety musiałam wstać. Jednak zrobiłam to dopiero wtedy, gdy się uspokoiłam.
Ta cała chora sytuacja powoli wyprowadzała mnie z równowagi. Nie miałam gdzie się podziać, a w dodatku straciłam osobę, na której cholernie mi zależało.
Nie miałam wyjścia. Sił też mi brakowało. Wcześniej wspomniałam o emocjach. W tym momencie były tak silne, że miałabym nawet odwagę skoczyć z mostu czy rzucić się pod pociąg. Pewnie łudziłabym się, że jak kiedyś podejdzie do mnie mój ukochany i swoim przesłodkim głosem szepnie: "nie rób tego."
Wróćmy do emocji i uczuć. Właśnie chciałam zdać się na coś, na co nie mogłam przez kilka lat. Chuj z honorem. W życiu są takie momenty, że to nie duma jest najważniejsza, a rozczarowanie można jakoś przeżyć. Wiem o tym doskonale. Przez tyle lat udawałam kogoś, kim wcale nie jestem. Zarozumiałą pannę, która zna odpowiedź na każde pytanie a sarkazm to jej drugie imię - tak oceniali mnie znajomi.
Nie potrafiłam mówić o uczuciach, szczególnie w wieku dojrzewania. Czas, kiedy moje rówieśniczki potrafiły zakochać się w pięciu chłopakach naraz. U mnie nic. Kompletna pustka. Zero motylków w brzuchu. Może dorosłam zbyt za szybko i gdzieś pominęłam ten etap. Możliwe, bo teraz bardzo tego żałuję. Nie potrafiłam powiedzieć przyjacielowi, że serio mi na nim zależy. Co gorsza, nie potrafiłam podejść do matki i powiedzieć "kocham cię", lub podziękować. Tak za nic. Żałosne.



Od Autorki:
nie planowałam tego rozdziału. to wszystko nie miało się tak potoczyć, ale cóż. bohaterka trochę się zmieni. nie bardzo, ale różnicę będzie widać. dzięki jednej osobie, która w tej historii miała się w ogólnie nie pojawić :).

5 komentarzy:

  1. Jestem zszokowana tym co się stało z Lily, ale w sumie... czego można było się spodziewać po takich przeżyciach, jakie jej zafundowałaś ^^ Czekam na kolejny odzew z twojej strony. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. osz kurczę to się podziało o.O
    czekam nn *_*
    tylko szybko ;*
    i zapraszam do mnie na ostatki <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Łoł... ;o
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyno, jak ty piszesz! *-* jak najszybciej dodawaj następny rozdział ♥ Lily musi się spotkać, z którymś z 1D *.*
    @luvmybrooks

    OdpowiedzUsuń