wtorek, 25 grudnia 2012

Część II. 02. Świata nienormalność sprawia, że jestem normalny.

NIALL:

Wysiadłem z samochodu i wziąłem głęboki oddech. Był to dla mnie ciężki moment. W końcu miałem usłyszeć, że nasz zespół oficjalnie już nie niedługo nie będzie istniał. Do tego jeszcze miałem powiedzieć Zaynowi, że widziałem jego dziewczynę. Przecież to może go wytrącić z równowagi, przywołać wspomnienia. Wiem, nie pomogę mu, a tym bardziej nie podniosę na duchu. Przywołam tylko wspomnienia. Chyba nie powinienem mu o tym mówić.
Wszedłem do domu. Rozejrzałem się dokładnie, na dole nie było nikogo. Wszedłem więc po schodach na górę, gdzie wybiegł do mnie mały Harry. Jak zwykle uśmiechnięty. Cieszyłem się, że chociaż on jest szczęśliwy. Był przecież za mały aby zrozumieć, że jego mama odeszła.
- Cześć mały. - powiedziałem biorąc go na ręce. - Gdzie tata? - spytałem na co mały wskazał palcem lekko uchylone drzwi do sypialni Zayna.
Wziąłem głęboki oddech i pukając lekko wszedłem do środka z małym na rękach. Na łóżku siedział Louis, Liam i Zayn. Ich miny wyglądały okropnie. Zupełnie jak moja, gdy wiem, że w lodówce nie ma jedzenia. Kurwa, co ja pierdole. Zespół mi się rozpada a ja tu o żarciu. Dobra nie ważne.
- Jesteś. - powiedział smutno Liam. - Siadaj. - wskazał duży fotel obok łóżka.
- Lepiej od razu powiedzcie mi, że zespół.. Że to koniec.
- Nam też jest przykro.
Nic nie mówiąc odstawiłam małego na ziemię i wyszedłem z pokoju zamykając drzwi. Chciało mi się płakać.  Dosłownie. Coś na co długo pracowaliśmy przez jedną czy dwie osoby ma się po prostu rozpaść. Miliony fanów, dwie płyty, tyle koncertów, wywiadów. Wszystko chuja było warte. Wszystko..
*
- Naill? Hej. - powiedziała Danielle całując mnie w policzek.
- Cześć. - odpowiedziałam wchodząc do kuchni, gdzie Mulatka gotowała coś dobrego. - Ładnie pachnie.
- Robię obiad. Zjesz z nami?
- Nie wiem.. Chyba nie. Zaraz wracam do Londynu. Chciałem ci tylko o czymś powiedzieć, bo jedynie ty traktujesz mnie w miarę poważnie. - powiedziałem na co dziewczyna tylko się uśmiechnęła.
- No to o co chodzi.
- Bo widzisz. Nie wiem, może mi się przywidziało, ale jeśli nie to nie mogę tak po prostu zatrzymać tego dla siebie.
- Niall, mów o co chodzi.
- Chyba widziałem..
- Kogo widziałeś?
- Lily widziałem chyba. - powiedziałem oczekując jej reakcji.
- Jesteś pewny? Ostatnio widziałeś ufo.
- Byłem pijany.
- Tak. Wiem.
- Danielle, wierzysz mi? - spytałem na co ona spuściła wzrok.
- Wiesz to..
- Tak myślałem.
Wstałem z miejsca kierując się w stronę wyjścia. Byłem zawiedziony, bo wiedziałem, że nikt inny i tak mi nie uwierzy.
- Czekaj. - usłyszałem. - Wierzę ci. - powiedziała uśmiechają się.

LILIANNA:

Kończyłam swojego ostatniego papierosa. Cholera, miałam rzucić ale w tej sytuacji serio jest mi ciężko. Właśnie dziś miałam rozmowę o prace. Zawsze byłam wyluzowana, a dziś? Nie wiem co się dzieje. Może dlatego, że potrzebuje tej pracy i jest to dla mnie cholernie ważne. Mam 24 lata, żadnego konkretnego wykształcenia a do tego nie mam własnego mieszkania. Jestem totalnym przeciwieństwem mojej matki. Może dlatego nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Nie wiem czemu ciągle wracam do przeszłości. Nic i tak nie zmienię a czas leci dalej. Zapierdala tak szybko, że ciężko się wyrobić na zakręcie. Jestem tego idalnym przykładem.
Zgasiłam papierosa, poprawiłam włosy i udając wyluzowaną i pewną siebie weszłam do hotelu. Wystrój był na prawdę ładny, nowoczesny. Podeszłam do recepcji uśmiechając się do wysokiej blondynki.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zapytała ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Ja w sprawie rozmowy o pracę. - odpowiedziałam.
- Ah tak, pani Lilianna Daper? Czwarte piętro, pierwsze drzwi po prawej. Pani Cocker czeka na panią.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
Wjechałam windą na czwarte piętro i tak jak powiedziała mi recepcjonistka, ustałam przed pierwszymi drzwiami od prawej strony. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam.
- Proszę. - usłyszałam delikatny głos.
- Dzień dobry. - zamknęłam za sobą drzwi. - Jestem Lilianna Daper. Ja w sprawie pracy.
- Tak, wiem. Proszę siadać. - wskazała miejsce na przeciwko siebie.
Położyłam jej teczkę z moimi papierami na biurko i usiadłam na wskazane miejsce. Przeglądając dokumenty zadawała mi dziwne dla mnie pytania. Po jej minie wydawało się, że nie spełniam jej oczekiwań.
- Nie ma pani specjalnego wykształcenia hotelarskiego. - spojrzała na mnie.
- Wiem.
- Ale. Pracowała pani w hotelu w Beverly Hills i w klubie w Londynie. Ma pani trochę doświadczenia a my potrzebujemy kogoś na recepcję.
- To znaczy, że.. - ucieszyłam się.
- Witam na pokładzie hotelu Abba Queens Gate. - uśmiechnęła się podając mi dłoń.
Odwzajemniłam to.
- Kiedy mogę zacząć?
- Od jutra. Proszę przyjść o 7.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się wstając z miejsca. - Do widzenia.
- Do widzenia.
Wyszłam z gabinetu i z wielkim uśmiechem na twarzy opuściłam hotel.

DANIELLE:

Niall zaskoczył mnie tą informacją. Nawet bardzo. Przyznam, nie wierzyłam mu. Jeśli Lily odeszła to po co wracała? Żeby znowu namieszać wszystkim w życiu. Gdy ją poznałam wydawała się serio fajna. Wiem, miała problemy z narkotykami, ale Zayn twierdził, że to przeszłość. Może wcale nie.
Po długich przemyśleniach, razem z Niallem wpadliśmy na genialny pomysł. Bynajmniej tak nam się wydawało. Mieliśmy zamiar pojechać w miejsce, gdzie ją widział i popytać ludzi w okolicy czy coś o niej wiedzą. Może akurat uda nam się wychwycić jakieś informacje. Jako mała dziewczynka zawsze chciałam być detektywem. Teraz będę miała okazję wcielić się w tą rolę.
- To co jedziemy? - spytał Niall bawiąc się kluczykami od auta.
- Tak, tak. - odpowiedziałam.
Już mieliśmy wychodzić z domu, gdy nagle wszedł Liam. Przestraszyłam się, bo nie wiedziałam jak mu to wytłumaczę. Szybko próbowałam ułożyć jakieś sensowne zdanie, które by mnie usprawiedliwiło. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy.
- A gdzie wy się wybieracie? - spytał Liam przyglądając się nam.
- My? My no..
- Moja koleżanka ma urodziny i chce jej kupić prezent. - przerwał mi Blondyn.
- Koleżanka? Jaka koleżanka? - zdziwił się.
- Kotek, co to, przesłuchanie? - powiedziałam do Liama.
- No jak która, nie wiesz która? - Niall zaczął się śmiać.
- Nie. Oświeć mnie.
- Kate.
- Dobra. Idziemy. Pa. - pocałowałam Liama w policzek i wyszliśmy z domu.
- Kate? - zdziwiłam się się. - Jaka Kate?
- Nie wiem.
Zaśmiałam wsiadając do samochodu. Teraz miałam tylko nadzieję, że nam się uda.


Od Autorki:
No to tyle :). Miałam dodać wczoraj ale niestety się nie wyrobiłam.. no ale jest dzisiaj. Taki mój spóźniony prezent świąteczny dla was <3 x. Tak wgl to życzę wam wesołych świąt. Żeby każdej z was spełniły się marzenia (nie wnikam jakie xd) i dużo zdrowia, w sumie najwięcej ;3.

WESOŁEGO ALLELUJA!

4 komentarze:

  1. Wreeszcie się doczekałam. Dziękuję za wspaniały prezent świąteczny! :D Mam nadzieję, że kolejna notka ukaże się niedługo, gdyż wprost nie mogę się doczekać, aż Lily... cóż. Spotka się ze swoją przeszłością.
    Ach no i nawzajem! Spełnienia marzeń, smacznego dyngusa (czy coś tam) i dużo uśmiechów. :D
    Pozdrawiam.
    Sherry.

    OdpowiedzUsuń
  2. wspaniały !
    jesteś gnialna *_*
    czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo ;D Wesołych ! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. wesołych!!!
    ale ja chcce juz kolejny rozdział1!!
    laskaa
    paula

    OdpowiedzUsuń