czwartek, 13 grudnia 2012

Część II. 01. Dzisiaj mam problem, wciąż chodzisz mi po głowie.

LILIANNA:

Od kilku godzin byłyśmy z Megan w Londynie u jej rodziców. Mogłam się tam zatrzymać do czasu aż nie znajdę czegoś dla siebie, a w mojej sytuacji finansowej  chyba nie nadejdzie to prędko. Na szczęście mama przyjaciółki doskonale rozumiała moją sytuację. Bo na prawdę nie było mi łatwo. Cholernie zazdrościłam Megan, że ma taką matkę. Może na nieą liczyć w każdej sytuacji. Ciągle traktuje ją jak swoją małą córeczkę a do tego jest wspaniałą babcią dla Anabel. Moja mama nawet nie widziała mojego dziecka. Nawet nie wiem czy chciałaby go zobaczyć. Zawsze twierdziła, że nie będę umiała wychować swoich dzieci. Miała rację.
Siedziałam w salonie, na bujanym fotelu mamy Megan czytając jakąś książkę. Była 6 nad ranem a za oknem powoli zaczęło się rozjaśniać. Wszyscy domownicy spali, jedynie ja nie mogłam. Ciągle myślałam o tym, co zrobić. Przyjechałam tu i tak po prostu mam iść błagać Zayna o wybaczenie? To by było bezczelne po tym, co mu zrobiłam. Czułam się bezradnie.
*
- Lily, mam prośbę. - krzyknęła Megan zbiegając ze schodów.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Spojrzałam na duży zegar wiszący na ścianie, było około 9. Wyglądało na to, że przysnęłam.
- Tak? - odpowiedziałam zaspana.
- Poszłabyś z Anabel na spacer? Ja muszę coś załatwić. - przyjaciółka nerwowo szukała czegoś po całym domu.
- Jasne, nie ma sprawy. - wstałam z fotelu przeciągając się. - Czego szukasz? - zapytałam.
- Torebki. Wczoraj ją tu położyłam i.. o! Jest! - krzyknęła wyciągając torebkę z szafki z butami. - Dzięki, kochana jesteś. - dała mi całusa w policzek i tyle ją wdziałam.
Udałam się na górę trochę się ogarnąć i zajrzeć do małej. Już nie spała. Postanowiłam dać jej jeść i wyjść z nią na spacer. Tak też zrobiłam. Godzinę później spacerowałyśmy już po mieście. Pogoda była typowo jesienna. Pomimo mgły unoszącej się na niebie było dosyć ciepło. Czasami czuć było tylko lekki podmuch wiatru.
Rozglądając się do koła widziałam miejsca, które tak dobrze znałam. Chodź nie przebywałam na tych ulicach dość często. To nie były moje klimaty. Towarzystwo, z którym zawsze się zadawałam lubiło raczej jakieś opuszczone budynki, ciche dzielnice, zresztą wszystko jedno. Liczyło się to, aby zajarać, wypić, naćpać się w spokojnym miejscu. Z dala od rodziców, którzy nie mieli o niczym pojęcia, ale tak było lepiej dla nich. Który rodzic chciałby się dowiedzieć, że jego dziecko jest kimś, przed kim kiedyś cię ostrzegali. To wszystko chore ale piękne. Monotonne, ale ciągle chce się do tego wracać i wracać i wracać.. Nawet nie wiesz kiedy się zatracisz. I czasami nawet nie ma wyjścia, bo ludzie lubią sobie komplikować życie.
Cholera. Miałam do tego nie wracać. Nie wracać do tych wspomnieć. Ale jak, skoro to było całe moje życie. Gdyby nie Zayn.. Nawet nie chcę myśleć. Mogłabym teraz być zupełnie gdzie indziej. Mogłabym być zupełnie kimś innym.

ZAYN:

Usłyszałem dźwięk budzika. Był tak irytujący, nie mogłem go dłużej słuchać. Wstałem z łóżka chwytając budzik. Podeszłam do okna otwierając je i bez zastanowienia wyrzuciłem go przez okno. Zadowolony z siebie położyłem się z powrotem do łózka. Ta piękna chwila jednak nie trwała długo, bo już po chwili kontem oka dostrzegłem, że drzwi od sypialni po woli się uchylają. Już po chwili w moim pokoju znalazł się Louis z małym na rękach.
- Co ty tu robisz? - spytałem zaspanym głosem.
- Eleanor chciała koniecznie spotkać się z Danielle a ja sam nie miałem zamiaru siedzieć w domu. - usiadł na łóżku a na kolanach posadził sobie Harrego. - Musimy pogadać. - oznajmił a mina nagle mu spoważniała.
- O? - zdziwiłem się.
- O zespole. Stary, od dawna nic nie nagraliśmy. Zespół prawie się rozpadł. Musimy podjąć jakąś decyzję.
- Ja pierdole. - szepnąłem.
- Kiedyś musiało to nastąpić.
- Nie sądziłem, że tak szybko.
- Nikt nie sądził. - spuścił wzrok.
- Może jest jeszcze..
- Nie Zayn. Nie.
Wstałem z łóżka i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju. Starałem się znaleźć jakieś sensowne wyjście, wpaść na jakiś genialny pomysł, ale nie potrafiłem. W tej kwestii byłem chyba bezradny. Cholernie bezradny.
- A co z Harrym? Masz z nim jakiś kontakt? - zapytałem po chwili.
- Nie. Szczerze mówiąc to chyba nawet nie chciałbym mieć. Nie zasłużył sobie na naszą przyjaźń.
- Ale to w sumie wina Megan, że wyjechał.
- Nie zawalaj wszystkiego na Megan. Był świadomy na co się pisze. Lily go ostrzegała. - spojrzał na mnie. - A. Przepraszam nie powinienem o nie wspominać.
- Daj spokój, to zamknięty rozdział.
- Zayn?
- Tak?
- A jeśli.. Gdyby ona wróciła, co byś zrobił? - spytał.
- A co ty byś zrobił na moim miejscu.
- Nie jestem na twoim miejscu.
Spojrzałem na niego z lekkim, sztucznym uśmiechem.
- Ale ona nie wróci. - oznajmiłem.

NIALL:

Szedłem podśpiewując swoją ulubioną piosenkę. Wracałem właśnie od swojej nowej dziewczyny. Właściwie to nie wiem czy mogę ją jeszcze nazwać dziewczyną, bo nie jesteśmy oficjalnie parą. Ona nie chce, aby za każdym krokiem chodzili za nią ludzie z aparatami. Ale przecież, jeśli na prawdę jej na mnie zależy, to by było nieuniknione. W sumie to tylko jedna Lily, szczęściara, nie miała z tym problemu. Za nią mało kto łaził. Dziewczyna nieźle się maskowała. Szkody tylko, że narobiła takiego syfu w naszym życiu. Przez nią Zayn został sam z małym dzieckiem, Harry wyjechał, bo gdyby nie ona nie poznał by Megan. Ogólnie zjebała nam zespół.
Z przemyśleć wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Wyciągnąłem go z kieszeni i nie patrząc na wyświetlacz odebrałem.
- Niall, wpadaj do Zayna. Musimy ci o czymś powiedzieć. - powiedział Liam.
- A nie możesz zrobić tego przez telefon. - spytałem.
- Nie, to ważne. - odpowiedział po czym się rozłączył.
Domyślałem się o co chodzi. Załamany usiadłem na ławce. Dobijało mnie to.
Bez celu patrzyłem przed siebie. To śmieszne. Kiedyś nie mogłem w spokoju posiedzieć, a dziś? Dziś mogę. Ludzie mało mnie zauważają. Nic dziwnego, słynne One Direction nie istniało już prawie.
Siedziałem i nie miałem odwagi wstać i po prostu jechać do chłopaków. Po co? Żeby usłyszeć coś co jest już oczywiste?
Spojrzałem jeszcze raz przed siebie, jakby to miało coś dać. Irytujące. Bo w czym mógłby mi pomóc widok ludzi. Jeden rozmawia przez telefon, drugi słucha muzyki, jakaś starsza pani idzie na spacer z pieskiem, jakieś dziecko śpiewa piosenkę, Lily idzie z wózkiem, dwie nastolatki rozmawiają o nowej piosence Rihanny i tak w kółko.. Ale zaraz, coś mi tu nie pasuje. Wróć! Jakieś dziecko śpiewa piosenkę, Lily idzie z wózkiem?! Ja pierdole mam jakieś urojenia.. Ale kurwa ciągle ją widzę. Ironia losu? A może jednak..


Od Autorki:
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam ale miałam sporo nauki no i przeprowadzkę także nie miałam czasu. Wybaczycie ? : ). dajcie znać jak wam się rozdział podoba ;*
a i z góry sorry za błędy ale nie sprawdzałam tego ;x



7 komentarzy:

  1. Łaaaał! Jesteś. Wielka. Wielbię cię, że kontynuujesz to opowiadanie <3 Jak tak patrzę to źle się dzieje wśród naszych chłopców i pani L., ale mam nadzieję, że nie zostawisz tak bohaterów ^^ No cóż. Czekam na kolejny rozdział, mam nadzieję, że nie będę musiała długo wyczekiwać. Życzę weny i pomysłów!
    Pozdrawiam.
    Sherry.

    OdpowiedzUsuń
  2. AAA! Wiedziałam, że któryś ją spotka. Czytając to uśmiechałam się jak pojebana. Po za tym rozdział podoba mi się <3

    OdpowiedzUsuń
  3. WOOOOOW, czekam z niecierpliwością na nowy <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow rozdział zaje***** strasznie sie ciesze że zdecydowałaś sie dalej pisać. Uwielbiam twoje opowiadanie<3

    OdpowiedzUsuń
  5. nie chce robić spamu ale gdybys mogła polecić, dopiero zaczynam mam nadzieje że sie spodoba. http://justyna-szyszka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny!! Pierwsza część opowiadania była niesamowita, mam nadzieje że tym razem nic się nie zmieni :) Czekam na następny i zapraszam do siebie turn-back-time-with-one-direction.blogspot.com :)
    + obserwuje

    OdpowiedzUsuń